Otwieracz Dziadka Adiego
Tomasz Ziętek

Dziadek Adi (Alfred Masarczyk z Radoszów) nie miał swojej łyżeczki. Od łyżeczek, talerzy i kuchni była babcia Aneczka (Anna z. d. Szypuła). Dziadek za to miał warsztat, colsztok, szraubsztok i otwieracz do puszek, co tę historię nakręca. 
Dziadek był z rocznika 1921. Urodził się w czas nieszczęśliwy. Chłopcy dorośli w sam raz na wojnę, w Niemczech z tego rocznika do 45 roku doczekało kilka procent. Wspomnienia o młodym dziadku mam ze zdjęć. W latach 30-tych chodził na „Sokolnię”, z polskimi flagami karlusy robią piramidy. Alfred jako dość niski zwykle blisko szczytu. Wyrobił mięśnie, ale patriotyzmu się nie nawdychał. Nie miał szacunku do polskiej myśli technicznej ("-polskie dziadostwo”). Po czasach Sokolni wyszkolił się na tokarza. Z tego okresu zapamiętano go, jako z gruntu sympatycznego awanturnika, który bronił słabszych, opóźnionych kolegów przed drwinami. Adi walił po mordzie za niewybredne komentarze. W tym czasie też zaczął pić i palić. Wtedy „wlazł Niemiec”. Początkowo był pewien podziw dla Wehrmachtu, co tak równo maszerował. ("-Przez niemieckie nogi mógł przelecieć pies”). Potem dziadek dostał II grupę, powołanie do przymiarki munduru i otwieracz z hakenkreuzem. Jako śląski tokarz dostał przydział na palacza do Kriegsmarine. Służył pod pokładem „Der Letzter Mohikaner”. To był niewielki okręt, jego nazwy nie odnajduje google.de. Tymczasem mam zdjęcia z wyrysowanym czerwonoskórym na pokładzie. Była to pewnie nazwa jakiegoś trałowca nadana ot tak, przez marynarzy swojej jednostce. Potem dziadek dokładał do pieca na „Leipzigu” szkolnym krążowniku. W tym czasie znienawidził Niemców. Traktowali go jak gorszego od siebie. Wojna trwała, dziadek otwierał puszki, a torpedy dosięgły burty statku. Przy ewakuacji okrętu, gdy ten zaczął nabierać wody wszyscy Niemcy zapakowali się do szalup. Nikt nawet nie pofatygował się pod pokład. Retech sich wer kann! Śląscy palacze skakali do lodowatej słonej wody. Adik zachorował na płuca. Przejściowo znalazł się w niewoli angielskiej, z której zwiał. Anglicy traktowali jeńców strasznie. Trzeba było uciekać. Dziadek przez dobrych kilka dni pod wagonami pociągów, w ukryciu, jechał do domu w Radoszowach. Takie wojenne 300 mil do nieba. Potem pracował w Reichu, jako pomocnik elektryka. Babcia Aneczka miała trochę lepiej z kartkami, przydziałami – jako żona bądź co bądź inwalidy wojennego. Wtedy „wlazł Rus”. Jeden wparzył do kuchni. Wszystkie zegarki były już pochowane. Pomyszkował i poszedł. Na polu babci i dziadka zastrzelili jednego chłopca. Darł rękami ziemię, babcia widziała te ślady, całe paznokcie w ziemi. Zakopali go nieopodal. Po wojnie Adi pracował w warsztatach kopalnianych, wyrabiał m. in. domowe sprzęty z łusek bomb. Te patelnie z bomb najlepiej smażyły, do lat 90-tych nawet. Dziadek Adi umiał zrobić wszystko, dosłownie wszystko. Robił cegły, postawił więźbę domu, wybudował i otynkował dom, wyheblował meble, położył instalacje, wodociąg, postawił piec... nauczył się mechaniki i miał motorower. Tylko spokoju mu brakowało. Pijany rozbijał wszystko, rąbał, rzucał i na drugi dzień naprawiał. Tak trwał w komunistycznym, śląskim raju do lat 80-tych. Robota, warsztat, picie, awantura. Żywot człowieka dojrzałego. Płuca mu ciągle dokuczały. 
Na wczesną starość wyhamował. Powoli przychodził nań koniec. Ciężko było mu oddychać. Pił rzadko, przy urodzinach. Robił już zabawki dla mnie, małego wnuka. Brał coraz więcej tabletek z krzyżykiem. Najwięcej sześć na raz – to był rekord. Do jego ostatniego łóżka przyszedłem już jako pierwszoklasista. Opowiadałem mu o bazie, co powstała z klocków na dole. ("-a jaka baza? Lądowa czy morska?”) – Te słowa zapamiętałem jako ostatnie. Potem ojciec zapalił mu papierosa, ale on się już nie palił. 
Dziadek Adi zawstydzał dzisiejszych mężczyzn. Nie ubierał się jak frajer w wieku 30-tki w bluzę ze śmiesznym napisem. Nie pił mleka i kawy late. Nie oglądał śmiesznych bajek z Pixaru. Nie grał w grę komputerową jako dowódca czołgu. Nie ustępował dziecku i ono nie decydowało za niego. Dziadek miał swoje wady, ale był prawdziwym facetem. Pamięć o nim jest twarda jak otwieracz. Tego sprzętu nigdy nie oddam. Nawet jak przyjdą Ruscy.


Autor tekstu: Tomasz Ziętek
Autor zdjęcia: Tomasz Ziętek