Tajemnica welonu
Monika Kucharska

Przez lata pewność, że w mojej rodzinie nie ma żadnych wyjątkowych historii, zamroziła jakiekolwiek chęci poszukiwania. Wzięło się to pewnie stąd, że żadne z rodziców nie jest typem gawędziarza, a jeśli już wspominali dawne czasy były, to raczej perypetie, nad którymi można było turlać się ze śmiechu (co się zresztą działo), a nie ze zdumieniem przecierać oczy. Z tym większym niedowierzaniem kilkanaście lat temu wsłuchiwałam się w historię o moim pradziadku od strony mamy. Historię ze ślubem w tle. Opowieść toczy się przed ołtarzem, ale zanim – słowo wyjaśnienia. Moja prababcia zmarła krótko po porodzie drugiego dziecka, mojej babci. Miała wtedy dwadzieścia kilka lat. Pradziadek Włodzimierz, gdy minął czas żałoby, zaczął rozglądać się za nową towarzyszką życia, która będzie zarządzać domem i wychowa dzieci. Partią był nie byle jaką, miał dużo ziemi i piękny dom. Wybranka była skora do zawarcia związku, a jej ojciec także ochoczo obiecał pradziadkowi rękę córki. Nadszedł dzień ślubu. Jako wdowiec pradziadek mógł po raz drugi przysięgać „póki śmierć nas nie rozłączy” przez Bogiem. 
Oczekiwanego dnia młodzi spotkali się w niewielkim kościele, wypełnionym licznie członkami obu rodzin. Co poczuł pradziadek, gdy ujrzał (odsłoniwszy gęsty, modny na przełomie lat 20. I 30., welon), że został wystawiony do wiatru? Nie wiem. Przy lewym ramieniu stała córka, ale nie ta obiecana, którą miał na oku, ale starsza, której widocznie brakowało absztyfikantów. W tym momencie opowieści wyobrażam sobie co dziś zrobiłby pan młody postawiony w takiej sytuacji. Przecież fortel tego kalibru nie mógłby mieć nawet miejsca. Cokolwiek by to było, honor pradziadka nie pozwolił mu przerwać ceremonii. I rękę drugiej córki, którą dostał wraz z całym „dobrodziejstwem”, przyjął. 
W „dobrodziejstwie” tym zabrakło niestety dobrego serca, bo macocha nie okazała się być wspierającą opiekunką dla dzieci z pierwszego małżeństwa (rozpieszczając przy tym własne). Z powodu jej zakazów babcia nie mogła się wykształcić, choć bardzo tego pragnęła.


Autorka tekstu: Monika Kucharska
Autor zdjęcia: Playingwithbrushes [CC BY 2.0]