Pocztówki
Ida Grundman

Moja ciocia jest już sędziwa, włosy zaplecione w warkocz i spięte w kok od dawna są już całkiem siwe, ale mimo upływu lat jej charakterek nie wypłowiał. Od kiedy pamiętam była rzutka, przekorna a przy tym pogodna, żeby nie powiedzieć beztroska. Kiedy, będąc brzdącem, poznałam (raczej stereotypowe) znaczenie zwrotu „stara panna” odniosłam to do cioci i zupełnie nie pasowało mi to do jej wiecznej młodości w oczach i uśmiechu jak u chochlika. 
Minęło kilka kolejnych lat, gdy zaczęłam bardziej interesować się jej historią „sercową”. Był to oczywiście czas, gdy sama przeżywałam swoją pierwszą wielką miłość. Z wakacyjnej nudy, zaczęłam przeglądać w szafie jej sukienki z młodości. Pośród nich znalazłam plik pocztówek, zawiniętych w kawałek materiału. Ciekawość ich treści była silniejsza od poczucia, że w prywatną korespondencję się nie zagląda. Na jednym tchu przeczytałam kartki od jej ukochanego. Romantyczne potrzeby podlotka zostały podsycone i byłam tą lekturą zachwycona. 
Przy najbliżej okazji zapytałam rodziców o historię cioci, by dowiedzieć się dlaczego właściwie jest sama, nie ma ani męża ani dzieci. Historia okazała się tragiczna. Zdobyć serce cioci, czemu się nie dziwię, nie było łatwo. Jeden z absztyfikantów wykazał się jednak dużym uporem a zarazem był na tyle wyjątkowy, że chciał związać się z niezależną i trochę szaloną kobietą. Miłość rozkwitła, zaplanowali ślub. Niestety na kilka dni przed ceremonią, gdy jechał zawieść dokumenty do probostwa, miał wypadek drogowy i zmarł na miejscu. Potem z nikim się już nie związała. Zaznała prawdziwej miłości i nie potrafiła znaleźć jej po raz kolejny z innym mężczyzną. 
Minęło kilka miesięcy, kiedy zrozumiałam, że każda samotność jest wyjątkowa, ale nie każda musi mieć posępne oblicze. I, że ból nie trwa wiecznie, a to, jakie wspomnienia o ważnych dla nas ludziach zachowamy w pamięci, zależy od nas. 
Myśl ta pomagała mi przetrwać czas, gdy „ten jedyny” złamał moje 15 letnie serce i chciałam spalić naszą miłosną korespondencję. Na szczęście tego nie zrobiłam. Choć do pudełeczka ze starymi listami trzymanego w domu rodzinnym prawie nie zaglądam, cieszę się, że listy są. I nie obrażę się, jeśli kiedyś ktoś z rodziny do nich zajrzy i zarumieni się na myśl o emocjach, jakie towarzyszyły dwójce dzieciaków, gdy dali się unieść miłości ten pierwszy raz.


Autorka tekstu: Ida Grundman
Autorka zdjęcia: Gene Han [CC BY-SA 2.0]