Butla na piwo
Wojciech Wiertelorz

Czy pamiętasz jeszcze butelki, które nie były zamykane kapslem, a takie, które były wielokrotnego użytku? 
Pewnie nie, ale... jest taki przedmiot, z którym identyfikowali się moi przodkowie. Taka piękna zielona butla na piwo z cudownym kapslem wielokrotnego użytku. To ważne, że na piwo, a nie po piwie. Dlaczego ważne? Bo była wielokrotnie napełniana. Na tym można by skończyć opis użyteczności tego przedmiotu, lecz... istotne w tym wszystkim było to, że mój dziadek nosił piwo w tej butli swojemu ojcu, mój ojciec nosił swojemu, a i ja raz jeden też to zrobiłem. 
To może banalna czynność takie przynoszenie piwa, ale kiedy słuchałem tych historii opowiadanych przez moją babcie, choć właściwie omę, i mojego ojca, to przenosiłem się do innego świata, tak dziwnego i odległego, że aż trudno w to uwierzyć. 
Cofnijmy się w ostatnie lata XIX wieku. Znajdźmy się na terenie dawnego Śląska. Zaczynają powstawać pierwsze kopalnie, powstaje przemysł. Pewien młody człowiek o imieniu Jozef, będący głową rodziny, ciężko pracuje w czymś, co dzisiaj można nazwać hutą. Pracuje sześć dni w tygodniu, po 12 godzin. Jego rodzina ma się nieźle, ma gdzie mieszkać, co jeść i w co się ubrać. Wprawdzie buty ubiera się tylko w niedzielę, gdy idzie się do kościoła, ale dla ojca trzeba zrobić wiele. Pójść dwadzieścia kilometrów po masło do zaprzyjaźnionego gospodarza, zanieść chleb do piekarza i w sobotę przynieść z karczmy butlę pełną piwa. Ten obowiązek, był przywilejem najstarszego z dzieciaków i wielką odpowiedzialnością. Bo przecież doniesienie tak cennego trunku to zajęcie nader odpowiedzialne. Niestety pewnego dnia, gdy butla czekała na spracowanego ojca, on nie wrócił do domu. Wybuch pieca, wypadek i tragiczny koniec krótkiego życia. Zamknięta czekała na kolejnego gospodarza. Gdy mój dziadek na tyle dorósł, by móc pracować i utrzymywać rodzinę, za kilka groszy, z pierwszej swojej tygodniówki, odkupił butlę na piwo swojego ojca. Później jego najstarszy syn co sobotę chodził po piwo dla swojego ojca, który po sześciu dniach pracy na grubie, pod ziemią, wracał w sobotę utrudzony do domu. Pracował ciężko, na kolanach kilofem kopał węgiel i w fartuchu przenosił urobek pod szyb. Podziemny świat oświetlał sobie marnym ogarkiem świecy. Sobotnie piwo z butli i tańce na festynie były, jak prawiono, najwspanialszą rozrywką. Niestety pewnego dnia on również nie wrócił z pracy, zawał w kopalni zakończył jego niedługi żywot. Po latach jego syn też odkupił butlę swojego ojca za kilka drobniaków z pierwszej swojej wypłaty. Jemu też najstarszy z synów nosił piwo, ale jedynie do czasu, gdy ojciec został wcielony do Wehrmachtu. Chcąc nie chcąc musiał pogodzić się z losem. Został wysłany do Norwegii. Tam pierwszego dnia służby został ciężko ranny i dzięki temu mógł wrócić do swoich, do domu. Najstarszy syn znów mógł w sobotę iść do karczmy i przynieść ojcu piwa. Wojna się skończyła. Najstarszy syn swojego ojca uznał, że nie będzie kontynuował rodzinnych tradycji, nie zostanie górnikiem. Uczył się, lecz co sobota nosił swojemu ojcu piwo w butli. Niestety, rany odniesione na wojnie zakończyły żywot jednodniowego żołnierza przedwcześnie. A butla na piwo znów czekała na pana domu. 
Kiedyś znalazłem ją w piwnicy, zakurzoną, piękną. Spytałem omy co to? Nie spodziewałem się tak długiej opowieści o szklanym pojemniku na piwo z archaicznym zamknięciem, o takiej butli z szafirowego szkła, w której nawet gumowa uszczelka była od zawsze. Dostałem ją razem z kawałkiem rodzinnej historii. Mój ojciec rozczulił się i próbował sobie przypomnieć ile razy biegał po piwo dla swojego ojca. To było niewykonalne. 
Był rok chyba 1984. Chyba. Jedno jest pewne, Polacy na mistrzostwach świata w piłce nożnej w Hiszpanii grali o trzecie miejsce. Umówiliśmy się na rodzinne oglądanie tego wydarzenia. Mój ojciec popatrzył na butlę na piwo, która stała w moim pokoju i powiedział: Wiesz synek, weź ta butla i pylnij się do baru po piwo. I ja to zrobiłem, choć wiem, że mój ojciec nigdy nie zapłacił za nią kilku klepoków ze swoje pierwszej wypłaty. Ale czy to było najważniejsze? Ja też za nią nie zapłaciłem. Mnie pewnie już nikt nie przyniesie w sobotę piwa w tej butli. Czasy się zmieniły, lecz butla jest dalej ze mną, dalej jest szmaragdowa z kapslem wielokrotnego użytku, a gumowa uszczelka nie była nigdy wymieniana na nową i nawet nie myśli o tym by się rozpaść.


Autor tekstu: Wojciech Wiertelorz
Autor zdjęcia: Wojciech Wiertelorz