Wisiorek prababci
Klaudia Kołodziejczyk

Moja prababcia nazywała się Marta Wieczorek, urodziła się jako nieślubne dziecko, w leśniczówce, nieopodal Heinesdorfu. Kiedy miała pięć lat, wraz z mamą i siostrą, przeprawiły się tratwą przez Odrę, by następnie osiąść na Śląsku, w Bytomiu. 
Moja prababcia poznała swojego męża Konrada w czasie I wojny światowej, gdy pracowała jako kucharka w kuchni żołnierskiej. Zaraz po wojnie nastąpił szybki ślub, jako że prababcia była w ciąży. Na przełomie kilku lat urodziło im się troje dzieci: Rudolf, zwany Rudim, Józef oraz Łucja, nazywana przez wszystkich Lucką. Żadne z dzieci nie dożyło pięciu lat. Chłopcy zmarli z powodu odwodnienia organizmu, spowodowanego przewlekłą biegunką, a Lucka zmarła na zapalenie płuc. I tutaj w zasadzie zaczyna się historia wisiorka, prababcia bowiem nie miała żadnych zdjęć dzieci, dziadek Konrad zawsze jej powtarzał, że jeszcze będzie czas i okazja na zrobienie zdjęć. 
Prababcia po śmierci dzieci wpadła w głęboką depresję, przez którą nie mogła zajść w ciążę przez następne dziesięć lat. Dopiero po tak długim czasie na świat przyszła Dorota, a po niej na świecie bardzo szybko pojawiła się moja babcia - Hilda. Gdy dziewczynki miały 3 i 4 lata, dziadek Konrad zabrał je do fotografa, a zrobione zdjęcia wprawił w misterny srebrny wisiorek z rubinem. Taki oto prezent otrzymała moja prababcia, wraz z przeprosinami, że nie dał jej takiej pamiątki po zmarłych dzieciach. 
Skarb ten stał się jej jedyną pamiątką po pradziadku; wszystko inne, w tym sukienki komunijne dziewczynek, zabrali agenci polskich służb komunistycznych (UB), zaraz po zakończeniu wojny, w odpowiedzi na donos sąsiada. Donos złożony tylko dlatego, że pradziadkowie byli Niemcami, co po wojnie nie było mile widziane. Dzień, w którym okradziono moją prababcię był również ostatnim dniem, w którym widziała pradziadka. Później były tylko obozowe listy, w których prosił ją o przysłanie czegoś do jedzenia, a niedługo później już nic. 
Tak oto prababcia została sama z dwiema dziewczynkami, ale nigdy się nie poddała, przez całe życie była wzorem i oparciem dla innych, najpierw dla swoich córek, później wnucząt, a odchodząc zostawiła pustkę i w moim pięcioletnim serduszku. Wisiorek ten znalazłam kilkanaście lat później, robiąc porządki po śmierci mojej babci Hildy. Już bez rubinu i z wyblakłymi zdjęciami, lecz jakże wyraźnym przesłaniem miłości i siły, jaką roztaczała moja prababcia.


Autor tekstu: Klaudia Kołodziejczyk
Autor zdjęcia: Klaudia Kołodziejczyk