Medale i fotografie
Ewa Grodzińska

Niezwykłą historię, pełnego zwrotów akcji i wyjątkowych wydarzeń, życia Georges Bieńka, opowiedziała mi jakiś czas temu pani Halina*, była nauczycielka z Gliwic. Mimo, iż Bieniek nie był jej biologicznym ojcem, a jedynie mężem jej mamy (za którego wyszła w jesieni swojego życia), to właśnie pani Halina zgromadziła i przechowuje pamiątki i wspomnienia o wojennych losach Georges’a. 
W pełnym książek, kotów i bibelotów domu pani Haliny, pamiątki po Georges’u zajmują szczególne miejsce. Ze skrupulatnością wytrawnego archiwisty sporządziła ona obszerny segregator, w którym zamieściła dokumenty, fotografie i różne bibeloty, które pozostawił po sobie jej przybrany ojciec. Dzięki pani Halinie, przeglądając kolejne strony dokładnie opisywanych fotografii, poznałam historię Georges’a. 
Georges (jako Szymon Jerzy) urodził się w Szczyrku w 1901 roku. Był jednym z trójki braci, góralem, cechowała go wytrwałość i sprawność fizyczna. Dość szybko opanował znajomość języków. Jako, że jego dziadkowie mieszkali w Wiedniu, nauczył się mówić po niemiecku. Szkolna miłość do Żydówki Mileny zaowocowała dodatkową znajomością jidisz. Wczesna śmierć rodziców Georges’a oznaczała dla niego nowy etap w życiu i naukę w liceum księży Salezjanów w Oświęcimiu. Tam uczył się łaciny i greki, ale też francuskiego. Znajomość języków miała wpływ na jego dalsze losy. Zgodnie z opowieścią pani Haliny, Georges był bowiem w polskim wywiadzie. Podobno, po zdobyciu fikcyjnych dokumentów na Kresach, wraz z grupą mężczyzn wszedł w struktury Niemców na Śląsku. 
W czasie wojny wydarzyła się sytuacja wyjątkowa. Georges, jako niemiecki żołnierz na służbie, został odesłany do obozu w Oświęcimiu. Na miejscu, wśród jeńców, zobaczył swojego brata. Ten, widząc Georges’a w niemieckim mundurze, zareagował radością i nadzieją. Radością, że brat żyje. Nadzieją, bo widok ten oznaczał dla niego jedno: że jednak polski wywiad działa. 
Georges podczas wojny został zdekonspirowany w Bytomiu, w konsekwencji czego trafił do obozu w Dachau. Czas niewoli przeżył i został wyswobodzony w tzw. strefie amerykańskiej. Zgodnie z opowieścią pani Haliny, po wojnie znalazł się najpierw w Stanach Zjednoczonych, a później - chcąc wrócić do Europy - osiadł we Francji, w Nancy. Tam też ożenił się z francuską, Rene, jednak ich małżeństwo nie trwało długo. 
Georges pragnął wrócić do Polski, jednak nie było to możliwa aż do czasów Gierka, kiedy to otrzymał paszport konsularny. Po powrocie zamieszkał na Śląsku, jednak często odwiedzał swój ukochany Szczyrk i starą chałupę, w której spędził pierwsze lata życia i której udało się przetrwać wojnę. W Gliwicach Georges poznał mamę pani Haliny i ożenił się z nią. Pani Halina była już wtedy dorosłą osobą i być może dlatego była tak zaciekawiona historią i wojennymi przeżyciami Georges’a. Po śmierci ojczyma postanowiła zgromadzić wszystkie informacje i dokumenty, jakie po sobie pozostawił. 
Wśród tylu pamiątek z różnych lat i różnych okresów w życiu Georga trudno pani Halinie wybrać najbardziej znaczącą. Na pewno ważne i darzone sentymentem są fotografie. Interesujące i wartościowe są medale i odznaczenia. Wyjątkowe znaczenie mają jednak nie pamiątkowe przedmioty, a słowa, które pani Halina usłyszała kiedyś od swojego ojczyma. Powiedział "Dobrze wiedzieć, nawet pod koniec życia, że byłem po właściwiej stronie”. I, gdyby kiedyś przyszło pani Halinie segregator z pamiątkami wydać w formie książki z pewnością te słowa mogłyby stanowić dobre motto.

*imię zostało zmienione


Autor tekstu: Pani Halina i Ewa Grodzińska
Autor zdjęć: Ewa Grodzińska