Kamizelka pełna cukru
Jerzy Bajek

* Poniższa historia stanowi część wspomnień p. Jerzego Bajka, który wspomina lata okupacji w Ostrowcu Świętokrzyskim. Jego zapiski o przeszłości zostały wydane w formie broszury pod nazwą „Tak było” wydanej w Wilkowicach, gdzie od lat mieszka autor. Dzięki uprzejmości p. Bajka możemy opublikować jego historie także w Internecie.
W czasie wojny najważniejszym celem każdego było przeżyć wojnę. Każda inicjatywa skierowana była na zdobycie żywności. Kartki żywnościowe tylko w małej części pomagały w przetrwaniu. Pamiętam, że można było na nie kupić chleb i marmoladę. Innych produktów nie pamiętam. Tłuszczów żadnych. Ziemniaki często gotowało się w "mundurkach” i dopiero przed spożyciem obierało się, by jak najmniej stracić. Bywało też, że piekło się je w palenisku kuchennym. Bardzo niesmaczny był olej rzepakowy z cebulą, który spożywało się celem utrzymania zdrowych zębów. Ale tamten olej nie wytrzymuje porównania z obecnym, który jest jasny, delikatny, czysty, pachnący. 
Moja Mama pochodziła ze wsi Okalina, która znajduje się za Opatowem, około 20 km od Ostrowca. Co jakiś czas chodziłem tam z Mamą i kupowaliśmy żywność - masło, ser, mąkę, kaszę. Ubój zwierząt był zakazany, a psy, którymi posługiwali się Niemcy, wywąchałyby mięso czy wędlinę, dlatego te towary było bardzo trudno przenieść. Przynosiliśmy do domu tyle żywności, ile można było udźwignąć. Dlaczego szedłem ja, najmłodszy 13-latek, szczupły, mizerny chłopak? Przecież byli bracia 18. i 20-letni. Otóż taka mizerota nie budziła podejrzeń Niemców, natomiast starsi młodzieńcy mogli wzbudzić podejrzenia i w każdej chwili być zatrzymani. 
Najstarszy brat Tadeusz systemem chałupniczym produkował mydło i pastę do obuwia. I właśnie za ten towar mogliśmy kupić żywność. Na pastę zbierało się puste pudełka. Najlepiej sprzedawała się pasta "Erdal”, którą zapełniało się różne pudełka, jakie były dostępne. Natomiast na mydło zrobione były metalowe formy z napisem "Jeleń” i wytłoczonym zwierzęciem. To też było "najlepsze” mydło. 
W Częstocicach obok Ostrowca znajdowała się cukrownia. W okresie jesiennym, gdy przerabiano buraki, zatrudniano dodatkowo sezonowych pracowników. Jednego roku pracowała tam siostra Krystyna. Wreszcie mieliśmy cukier! Mama uszyła z białego materiału pikowaną kamizelkę, którą Krystyna zapełniała w pracy cukrem i na sobie przynosiła. Pamiętam rytuał wysypywania cukru - były to radosne chwile. Można było pomoczony chleb posypać cukrem i rozkoszować się słodkością.


Autor tekstu: Jerzy Bajek
Autor zdjęcia: Wojciech Wielgus