Imię i sztuczne oko
Hanka Kostrzewska

Znam wiele historii z życia moich dziadków, jeszcze więcej z życia moich rodziców. Opowieści o starszych przodkach zachowało się nieco mniej. Cała moja wiedza na temat pradziadków ogranicza się do jednej historii - o szklanym oku i Mandżurii. 
Ojciec mojej babci jako młody mężczyzna został, zgodnie obowiązującym w zaborze rosyjskim prawem, wcielony do wojska. Pradziadek miał brata bliźniaka, któremu służba została odpuszczona - miał zostać we wsi, z której pochodzili i zajmować się gospodarstwem. Podobno bracia sprawę podziału obowiązków rozwiązali rzutem monetą. Pradziadkowi moneta wyznaczyła wojsko i konieczność podróży na wschód. W czasie odbywania służby pradziadek, wraz z innymi żołnierzami, zajmowali się budową kolei transsyberyjskiej. Niestety, w 1904 roku, rozpoczęła się wojna rosyjsko-japońska i pradziadek trafił na front, w okolice Port Artur. Został ranny i trafił do japońskiego obozu jenieckiego. Właśnie tam został zoperowany, a oko, które stracił w czasie walki zastąpiono szklanym. 
Z czasem niewoli i operacją łączy się historia imienia, jakie pradziadek nadał później babci. Kiedy pradziadek powoli wracał do sił po operacji, opiekowała się nim sanitariuszka - Rosjanka. Kiedy stan jego zdrowia był zły - czuwała przy nim i nie opuszczała go praktycznie na krok. Prawdopodobnie to właśnie jej zawdzięczał swoje życie. Nazywała się Zenobia i właśnie tak, po latach od zakończenia rosyjsko-japońskiej wojny, została nazwana moja babcia, najmłodsza z dziesięciorga rodzeństwa. 
Po wojnie pradziadek rozpoczął swoją długą podróż do domu. Z Mandżurii wracał statkami przez kilka miesięcy, pokonując wody Oceanu Indyjskiego i Atlantyku. W końcu trafił do Polski, do rodzinnej wsi. Ożenił się, a w 1909 urodził się jego pierwszy syn. Przez wzgląd na brak oka pradziadek nie został zaangażowany w działania militarne w czasie pierwszej wojny światowej. Zajmował się gospodarstwem i swoją rodziną. Moja babcia urodziła się w 1929 roku. Niestety, nie miała szansy nacieszyć się ojcem. Wraz z początkiem II wojny został, podobnie jak kilku innych, całkiem przypadkowych mężczyzn, rozstrzelany przez pierwszych niemieckich żołnierzy, którzy wkroczyli do wsi. 
Choć o pradziadku nie wiem wiele więcej, mogę się domyślać, że był dobrym człowiekiem. I pewnie kochał swoją rodzinę i dom tak mocno, jak teraz swoją rodzinę i swój dom kocha moja babcia.


Autor treści: Hanka Kostrzewska
Autor zdjęcia: Hanka Kostrzewska