Tak było...
Jerzy Bajek

Tak było… to smutne wspomnienia zapisane w duszy małego chłopca, jakim byłem w okresie wojny i okupacji hitlerowskiej w Polsce. Te tragiczne przeżycia na zawsze wryły się w moją pamięć i wycisnęły ogromne piętno na całe moje życie. To one pozbawiły mnie spokojnego dzieciństwa, beztroskiego dorastania i bezpiecznego domu. Budziły we mnie ogromny lęk, a jednocześnie wymuszały wytrzymałość i odpowiedzialność za siebie i bliskich. 
Nigdy nie nabrałem dystansu do tamtych lat. Te mocne przeżycia powracały w myślach i pojawiały się w zupełnie nieoczekiwanych momentach mojego życia. Wracałem pamięcią, chcąc jednocześnie zapomnieć. Ta huśtawka wspomnień, zrodziła potrzebę wyrzucenia ich z siebie raz na zawsze… stąd te zapiski. 

* Poniższa historia stanowi część wspomnień p. Jerzego Bajka, który wspomina lata okupacji w Ostrowcu Świętokrzyskim. Jego zapiski o przeszłości zostały wydane w formie broszury pod nazwą „Tak było” wydanej w Wilkowicach, gdzie od lat mieszka autor. Dzięki uprzejmości p. Bajka możemy opublikować jego historie także w Internecie. 
Tato pracował w hucie przy spisywaniu wychodzących i wychodzących robotników. Gdy było to możliwe, chodziłem z dzbankiem po zupę, którą wydawano pracownikom huty. Najbardziej pamiętam zupę z brukwi o słodkawym smaku, bardzo niesmaczną , a gotowana była najczęściej. 
Pewnego dnia przyszedł Tato z pracy, usiadł i płakał. Pierwszy raz widziałem Go płaczącego. Okazało się, że wszystkich robotników wracających z pracy zatrzymano na rynku, gdzie były przygotowywane szubienice. Wszyscy musieli patrzeć na śmierć dwudziestu dziewięciu Polaków. Jedna pętla została pusta, gdyż skazaniec wcześniej zmarł. Przez wiele godzin można było widzieć ten przerażający obraz, który zobaczyłem wraz z kolegami. Obecnie w tym miejscu na rynku stoi pomnik w kształcie pętli. 
Co jakiś czas odbywały się w mieście egzekucje, najczęściej przez rozstrzelanie od dziesięciu do dwudziestu mężczyzn – zakładników. Każdorazowo plakaty głosiły kto został stracony i za co. Powód – sabotaż lub napad na Niemca. 
Zdarzało się, że partyzanci wykonywali wyroki śmierci na Niemcach, szczególnie okrutnie obchodzących się z Polakami. Wówczas za jednego Niemca rozstrzeliwano dziesięciu Polaków. Innym razem częściowo został zniszczony most na rzece Kamiennej, powodując przerwę w komunikacji kolejowej na linii Ostrowiec – Skarżysko. 
Zdarzyło się, że zostali zdemaskowani partyzanci znajdujący się w jednym z budynków przy ulicy Sienkiewicza. Dom został otoczony i podpalony, a do uciekających z płonącego domu strzelano. Część ludzi pozostała w budynku. Zostały zgliszcza i pokurczone, spalone ciała. 
Kilkaset metrów na północ od ulicy wspólnej, na której mieszkaliśmy, rozpościerały się pola uprawne, a za nimi przy ul. Iłżeckiej znajdowały się budynki, w których stacjonowało wojsko. Część budynków była wydzielona na fabrykę cukierków. W lipcowy, piękny, słoneczny dzień kilku partyzantów podjechało pod ten zakład, sterroryzowali załogę i zaczęli ładować cukier na samochód. Po pewnym czasie Niemcy zorientowali się i rozpoczęła się obława na „bezczelnych” partyzantów. Ustawili CKM-y na dachu budynku i strzelali w miejsce, gdzie zboże falowało, a tyraliera piechurów „przeczesywała” cały teren, strzelając do każdego. Wtedy to zginęła nasza sąsiadka, pani Pałka, która przypadkowo znalazła się na otwartym terenie.


Autor tekstu: Jerzy Bajek
Autor zdjęcia: Jakub Hałun [GFDL ver. 1.2 or CC-by-sa ver. 2.5, 2.0, and 1.0]