Zaczarowany zegar naszej rodziny
Wiktoria Szałucka

Kiedy znajomi rodziców nocują w naszym salonie, zazwyczaj rano mówią, że długo nie mogli zasnąć. Wtedy doskonale wiem, co jest tego przyczyną. W naszym salonie, na ścianie, wisi stary, niezwykły zegar skrzynkowy. Mówię o nim, że jest zaczarowany. Ma przepiękną duszę, którą wyraża w swoich niepowtarzalnych dźwiękach. To właśnie one powodują, że naszym gościom przed snem kłębią się myśli: czasami ważne, czasami śmieszne, ale zawsze takie, które odganiają sen. Jedynie ci goście, których zegar pozna już dobrze, mogą przy nim spać spokojnie i zawsze budzą się wypoczęci. 
Jest w naszej rodzinie już prawie od stu lat. Moi pradziadkowie dostali go w prezencie ślubnym. Był z nimi przez całe życie, towarzyszył im w dobrych i złych chwilach. Przetrwał okropną wojnę, która na szczęście nie dotknęła boleśnie moich przodków. Mój tata opowiada, że jak jeździł do swoich dziadków na wakacje, to przez pierwsze noce nie mógł zasnąć, wsłuchując się w tykanie i bicie starego mechanizmu. Jednak już po kilku dniach pobytu zegar przyzwyczajał się do niego i tulił do snu w swoich dźwiękach. 
Następnym właścicielem została moja babcia. Zegar po kilkudziesięciu latach przewędrował ze Starogardu Gdańskiego do Gdańska. Babcia powiesiła go w pustym pokoju, w którym nikt nie sypiał. Po kilku latach samotności staruszek troszkę się zbuntował i przestał chodzić. Nie dziwię się mu, na pewno bardzo brakowało mu dobrego towarzystwa. 
Pamiętam, że jak przeprowadzaliśmy się do nowego mieszkania, babcia zaproponowała mamie i tacie, żeby zabrali zegar i powiesili w nowym salonie. Rodzice bardzo się ucieszyli z tej propozycji i obiecali, że będą dbać o zegar i dobre towarzystwo dla niego. W ten sposób przeprowadził się do Tychów. Mama znalazła specjalistę zajmującego się naprawą starych dusz, który tchnął w niego nowe życie. Było niesamowitym wydarzeniem, kiedy rodzice powiesili go w naszym domu. Tata nakręcił sprężyny, a on zaczął wesoło tykać i radośnie bić godziny. Niestety godziny wybijał troszkę nazbyt radośnie i w nocy dźwięk uderzeń budził nawet sąsiadów. Lubimy z sąsiadami żyć w zgodzie i musieliśmy jego radość ograniczyć tylko do odmierzania czasu. 
Gdy zegar wisiał jeszcze u babci, zdarzyła się pewna historia. Moja babcia bardzo lubi piec, więc pewnego wieczoru postanowiła zrobić chleb. Kiedy wszystko było gotowe, wsadziła foremkę z ciastem do piekarnik. Zapomniała jednak odmierzyć czas. Zajęła się mnóstwem innych rzeczy, ale zapomniała o swoim wypieku. Na szczęście o godzinie 12.00 zegar głośno zabił. Babcia błyskawicznie przypomniała sobie o chlebie i pobiegła do kuchni. Wyjęła foremkę z piekarnika. Chleb co prawda był lekko przypieczony, ale i tak wyglądał apetycznie. 
Pewnego razu, gdy razem z koleżankami nocowałyśmy w salonie, zegar, pomimo iż nie był nakręcony na wybijanie godzin, o północy zaczął bić. Padł na nas blady strach, ponieważ wcześniej opowiadałyśmy sobie straszne historie. Zaczęłyśmy potwornie krzyczeć. Dźwięki z salonu postawiły wszystkich domowników na nogi. Dzisiaj, kiedy o tym myślę, to wydaje mi się, że po prostu cieszył się naszą obecnością. Nasz zegar po prostu kocha być wśród ludzi. 
Kiedyś w przyszłości, gdy nasz zaczarowany zegar będzie wisiał już u mnie w salonie, na pewno pozna moich przyjaciół i nigdy nie będzie samotny.


Autorka tekstu: Wiktoria Szałucka
Autorka zdjęcia: Hanna Kostrzewska