Babcia w lisie
Katarzyna Kwiecień

Kiedy oglądamy rodzinne zdjęcia, a już szczególnie, gdy je komuś pokazujemy, niezmiennie przychodzi ten sam moment – moment, aby powiedzieć Oto prababcia Zofia, kiedy miała 18 lat i pojechała do Francji. Za każdym razem następuje chwila ciszy pełnej konsternacji i pytanie: Jak to 18 lat? Tak to. 
Rzeczywiście na wyblakłej fotografii babcia nie wygląda zbyt młodo, a jej ubiór jeszcze bardziej ją postarza. Zdjęcie pochodzi z jakiegoś francuskiego zakładu fotograficznego, gdzie udała się, aby upamiętnić swoją podróż. Pochodziła z Ziempniowa – maleńkiej wsi, do której później wróciła. Założyła tam swoją rodzinę, przeżyła życie i umarła – też w Ziempniowie. Ale najpierw pojechała do Francji, do pracy w jakiejś kuchni. Było to około roku 1920, podobno nauczyła się tam wyśmienicie gotować. Niektórzy do dziś wspominają, że piekła najlepszy chleb na świecie. Nie mamy w rodzinie zbyt wielu emigrantów i podróżników, toteż młodzieńcza eskapada prababci wydaje się nam być niezwykle intrygująca. 
Patrząc na to zdjęcie lubimy się zastanawiać nad tym co czuła, jadąc tak daleko do kraju, którego języka i kultury nie znała. Podejrzewamy, że lisie futro, które ma na sobie było pożyczone lub dostała je w prezencie od rodziny. Czy czuła się w nim, jak prawdziwa paryska elegantka? Nie wiadomo czy nauczyła się mówić po francusku ani ile właściwie czasu tam spędziła. Wiadomo, że lubiła gotować i czytać książki. Wiele lat po wykonaniu tej fotografii babcia namówiła moją mamę na przeczytanie 20 000 mil podmorskiej żeglugi Juliusza Verne. 
Patrząc na twarz prababci Zofii chciałabym dowiedzieć się o niej czegoś więcej, ale mam tylko to: 18 lat, pojechała do Francji, piekła chleb, czytała Verne i umarła w Ziempniowie w latach ‘70.

Autorka tekstu: Katarzyna Kwiecień
Autorka zdjęcia: Katarzyna Kwiecień