Pan ze zdjęcia
Aleksandra Gepert

W sumie, nic specjalnego. Ot, zwykłe zdjęcie, starszy Pan i dziecko, które wygląda jak aniołek. 
Ten Pan to mój Pradziadek Franciszek, a aniołek ­ mój brat, starszy o 5 lat. Dzięki tej fotografii wiem, że nie ma osoby, którą chciałabym poznać bardziej. 
Kiedy była wojna, Niemcy z całej okolicy zjeżdżali się do niego, żeby szył im czapki (podobno w tym samym czasie przechowywał w domu niepodległościowe bibuły, ale o to nie mam już kogo zapytać). Dlatego, pierwsze pomarańcze w życiu, moja Babcia dostała od Niemca. 
Ukochany Dziadek mojej Mamy, który zawsze miał cukierki, dobre słowo i ciepły uścisk, o którym zawsze mówi "najlepszy”, a oczy robią się jej wtedy trochę szklane. Jedyny dobry mężczyzna w życiu mojej Babci, której zawsze wpajał, że warto się uczyć. On sam nie skończył żadnej specjalnej szkoły, był ze wsi pod Kielcami. 
Bohater najsmutniejszej historii miłosnej, jaką znam. Chyba miała na imię Marianna, tak powiedziała mi Mama. Oprócz tego była też bliską kuzynką Pradziadka, na tyle bliską, że musieli starać się o pozwolenie na ślub. Bardzo się kochali. Marianna szybko zaszła w ciążę, szybko też wybuchła wojna. Dziadek musiał wziąć udział w kampanii wrześniowej, a co za tym idzie, zostawić żonę z dzieckiem ­ moją Babcią. Walczył na Kielecczyźnie, wrócił do domu dość prędko. W 1941 roku urodziła się siostra Babci, a Marianna umarła na gruźlicę. Miała zaledwie 26 lat. Franciszek będzie tęsknił za nią do końca swojego życia. 
Z miłości do córek i lekkiej nieporadności w kwestii prowadzenia gospodarstwa w pojedynkę, ożenił się po raz drugi, z Anielą, panną z dzieckiem. 
Małżeństwo z rozsądku nie przyniosło zbyt wiele szczęścia, a swojego rodzaju "klątwa” miłosna zebrała niemałe żniwo w mojej rodzinie, co jest jednak tematem na osobną historię. 

Autorka tekstu: Aleksandra Gepert 
Autorka zdjęcia: Aleksandra Gepert