Kolej (nie)Realnej Rozbiórki
Michał Raszowski

Farby. Zespół pigmentów, pożenionych z rozpuszczalnikami, które wyssały barwy z natury, umożliwiając ich transfer na dowolne powierzchnie. Olejne, akrylowe, nakładane włosiem z aromatycznego wiadra lub z syczącej puszki aerozolu.

Przyczyniają się nie tylko do estetycznych, ale też do funkcjonalnych konwersji rozmaitych przestrzeni. Jedni operatorzy pędzla i capa[1] zamieniają pospolite mury w galerie sztuki. Inni przeobrażają ściany w lokalne ambasady HydeParku, manifestując swoje przekonania.

Część tych przekonań jest dość płytka, czasem wulgarna. Odstraszają quasi-gangsterskie „pojedynki” chuligańskich grup kibicowskich czy ordynarne wyznania miłości. W morzu tandety zdarzają się jednak napisy wybitne, intrygujące, rozbawiające. Proste „1, 2, 3… Próba sprayu” pod wiaduktem kolejowym w Chorzowie Batorym, rokrocznie uzupełniane (!), prorocze „Za 20 lat będziemy drugą Hiszpanią” na bloku w Ligocie, czy równie ogromne jak tajemnicze „Studentki i seniorzy” pod wiaduktem trasy N-S w Rudzie Południowej.

Podróżując pociągiem z Katowic do Gliwic zwróciłem uwagę na familok przed peronem w Świętochłowicach. Typowa dla naszego regionu budowla z przyprószonej sadzą czerwonej cegły pozornie nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ślepa ściana, widoczna dla osób podążających na zachód, upstrzona jest błahymi napisami. Kibicowski manifest „HKS” sąsiaduje z mniej oczywistym "KRR”.

Jak odszyfrować owo KRR? Czy jest to obrazoburczy w tych okolicach skrótowiec, typu „Kocham Ruch Radzionków?” A może – trzymając się tej interpretacji litery „K” – RR to inicjały lokalnej piękności? Zdecydowanie nie. To zapowiedź i jednocześnie relikt dużej, potrzebnej i niezrealizowanej inwestycji w naszym regionie. Kolej Ruchu Regionalnego miała usprawnić transport z Pyskowic przez Katowice do Ząbkowic, będąc główną osią transportową naszej konurbacji. Inwestycja nie miała polegać na zakupie kilku pociągów i przypadkowym wprawieniu ich w ruch po istniejącej infrastrukturze.

Zaproponowano budowę wzdłuż istniejących torów niezależnego szlaku kolejowego, z gęsto ulokowanymi przystankami. Między Chorzowem i Katowicami linia miała biec pod ziemią. Zaprojektowano nową lokomotywownię i centralną nastawnię w Pyskowicach. Zakładano pięciominutową częstotliwość ruchu na niespełna 70 km trasie!

Budowa nowego szlaku wymaga stosownego przygotowania terenu. W gęsto zurbanizowanym terenie wiąże się to z wyburzeniami istniejących budowli. Jedną z ofiar „murożerczej” kolei miał być wspomniany świętochłowicki familok. Miał być…

Pierwsze prace – w tym i naznaczenie farbą naszego familoka – rozpoczęły się 1987 roku. Czas transformacji gospodarczej, epoka zachłyśnięcia się motoryzacją indywidualną, to nie była dobra pora na kosztowne inwestycje w transport zbiorowy. Wyzwaniem okazały się przekształcenia organizacyjne już istniejącej komunikacji tramwajowej i autobusowej[2]. Prace nad KRR definitywnie przerwano w pierwszej połowie lat 90.

Wydano moratorium na wyrok śmierci dla naszego familoka. Oprócz skromnego napisu na sczerniałej cegle o niedoszłym połączeniu przypominają nasypy, wiadukty i opuszczona nastawnia pomiędzy Rudą Śląską a Zabrzem. Między Katowicami a Gliwicami zamiast szyn i napędu elektrycznego króluje ropa naftowa w wielu wersjach. Z siłą napędową motoryzacji, uosabianą przez DTŚ, nie miały szans podobne familoki do naszego. Tam nie skończyło się tylko na farbie…


1 – wymienna końcówka do puszki z farbą w sprayu.

2 – więcej o tym problemie pisze Jakub Halor: http://www.ue.katowice.pl/uploads/media/7_J.Halor_Komunikacja_tramwajowa_w_aglomeracji....pdf [dostęp 9 listopada 2014]


Opracowano na podstawie: http://katedr.republika.pl/krr.htm [dostęp 9 listopada 2014]



Autor tekstu: Michał Raszowski
Autor zdjęć: Michał Raszowski